O, Helusia już wiedziała, co to za numer, ta wyniosła pani! I właśnie naleciała ją dziwna ochota, żeby podo-kuczać tej, jak twierdziła Monika, aferzystce z nienagannie przystosowaną twarzą, ale stało się to niemożliwe do zrealizowania, ponieważ kapela „Lord Hipis" zaczęła swoje popisy, dając z siebie ogromnie dużo, by uniemożliwić jakiekolwiek słowne porozumienie pomiędzy weselnymi gośćmi. Wybuch ten najpierw doprowadził Helusię do rozpaczy, a następnie, gdy goście pod wpływem alkoholu zamieniali się w silnych i przemądrzałych bohaterów narodowych i prywatnych, ucieszył. Było to chyba jedyne wesele w historii Targówka, po którym nikt do nikogo nie miał pretensji, gdyż rytualne pytanie: „chcesz w mordę?", pozostawało jedynie w świadomości pytającego.
— Grzeją zawodowo! — krzyknęła rozgrzana miłością do jednego z chłopców Urszula. We trzy z Grażyną i Beatą wiązały bezustannie szarpane przez gości zielone łańcuchy.